Jeśli do tej pory myślałeś, że chodzi tylko o kozaki czy śniegowce, to najwyższy czas przekonać się o zaletach walonek, które skutecznie chronią przed wilgocią oraz dotkliwym chłodem. I nie chodzi tu wcale o kilkunastostopniowe, ujemne temperatury – walonki wytrzymają nawet 40-stopniowe mrozy. Nie na darmo powstały one po to, by chronić przed srogim zimnem stopy koczowników, zasiedlających odległe krańce Rosji. Do kraju tego ów typ obuwia przywędrował razem z wojskami tureckimi oraz mongolskimi w czasach Złotej Ordy. Jeszcze w wieku XIX na walonki mogli sobie pozwolić tylko zamożniejsi ludzie, ale z czasem trafiły one „pod strzechy”, ponieważ zaczęto je wytwarzać masowo, a ich cena spadła na tyle, by mogli je nabyć także znacznie ubożsi mieszkańcy wsi. Ale o co właściwie tyle zachodu?

Walonki to po prostu ciepłe obuwie do połowy łydki, które tworzone jest z grubego filcu zwanego wojłokiem. Wiele warstw filcu formuje się z użyciem pary oraz klocka, służącego do nadawania butom pożądanego kształtu. Oryginalne walonki to modele w całości wykonane z wełny (ręcznie, bez użycia nici czy gwoździ). Dziś dodaje się do nich zwykle gumową lub też skórzaną podeszwę, ale należy pamiętać, że dawne walonki były jej pozbawione przez co przypominały bardziej ciepłe skarpety (nakładane np. na gumiaki), niż współcześnie pojmowane buty. Walonki produkuje się w dzisiejszych czasach na sposób przemysłowy oraz rzemieślniczy, choć trzeba przyznać, że niewielu pozostało już rzemieślników, którzy potrafią je wykonać za pomocą tradycyjnych metod i narzędzi. Ale same walonki przeżywają dziś swój renesans, a raczej powracają w wielkim stylu na nogach prawdziwych elegantek i przechadzających się po wybiegach modelek. Haftowane, z aplikacjami, oznakowane logiem znanych producentów (możemy np. kupić walonki od adidasa) – niektóre modele potrafią kosztować nawet 400 złotych (cóż, w tej sytuacji zawsze możemy sprawić sobie np. ciepłe śniegowce).

A jakby tego było mało, to Moskwie w 2008 roku stanął nawet pomnik walonka (możemy też zwiedzić dwa muzea walonków, znajdujące się w stolicy oraz w Myszkinie). To się dopiero nazywa kariera! Od syberyjskich pustkowi i wiejskich chat aż na wybiegi i salony.